Komunikacja, Project Manager, Zarządzanie zespołem

Project Manager – dobry czy zły glina?

Jakiś czas temu zaczęłam zajęcia w szkole językowej i jak to zwykle bywa na początku każdy miał się przedstawić, powiedzieć czym się zajmuje. Los chciał, że akurat usiadłam pomiędzy dwoma informatykami z dwóch różnych korporacji – obaj deweloperzy, innych technologii. W przerwie wywiązała się rozmowa, podczas której jeden z nowo poznanych kolegów dość mocno i bez obcesowo stwierdził, że on nie lubi Project Managerów. –Ale że jak to? Tak o, po prostu wszystkich?  Bez wyjątku? Nie byłabym sobą, gdybym nie zaczęła drążyć tematu i dociekać by znaleźć przyczynę. Ba! Moim marzeniem było zmienić jego myślenie. Niestety przerwa była na tyle krótka, a mój kolega nie specjalnie wylewny w rozmowie, że dowiedziałam się tylko tyle, że „zespół wykonuje całą ciężką robotę a Project Manager bierze sukces na siebie”. Wow, to było naprawdę mocne. Natychmiast chciałam wejść w polemikę i tłumaczyć koledze z ławki, że to nie jest prawda, że być może po prostu źle trafił. Jednakże zaczęłam analizować dokładnie co powiedział i szybko uświadomiłam sobie, że hola hola… jak to CAŁĄ CIĘŻKĄ ROBOTĘ? A PM to co? Leży wygodnie cały dzień i wskazuje palcem? Nie… kij ma zawsze dwa końce.

        Osobiście nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy to ja podpisuję się pod sukcesem odniesionym wspólnie z zespołem. Zawsze na końcu projektu podkreślam, że była to praca zespołowa, wspólnie świętujemy, dziękujemy sobie. Sam PM be zespołu nic by nie zrobił – i w druga stronę, ciężko byłoby zespołowi bez PMa, czy innej osoby pełniącej taką funkcję. Bywa różnie i nie zawsze jest tak, że PM ma pod sobą bezpośrednio zespól, który mu podlega. Czasem jest to kilka różnych zespołów z którymi współpracuje, czasem są to obcy ludzie, którzy spotykają się tylko na potrzeby jednego konkretnego przedsięwzięcia. Jednak niezależnie od sytuacji – w moim odczuciu- PM powinien być spoiwem. Nie służalczym przywódcą ani nie panem i władcą. Powinien być graczem zespołowym, bo to on jest najczęściej odpowiedzialny za projekt, a jak już wspomniałam – sam go nie wykona.

        Nie wiem, z czego wynikało poczucie mojego kolegi, że to zespół wykonuje całą ciężką robotę. Zaangażowany PM pracuje równie ciężko jak zespół developerski, często nie nad jednym, lecz nad kilkoma projektami. Być może w tym wypadku praca PMa, nie była dość transparentna dla zespołu projektowego, a być może była to po prostu złośliwość rozmówcy powodowana pychą jego Project Managera – tego nie wiem.

        Kiedyś, w jednej z poprzednich prac, byłam świadkiem sytuacji, kiedy jeden z moich kolegów PMów zachował się (w moim odczuciu) niestosownie i przypisał sobie sukces projektu, zapominając przy tym o zespole. Na efekt nie trzeba było długo czekać, zespół nie chciał współpracować z tym PMem.

Mamy nadzieję, że opisane negatywne doświadczenie z pracą z PM jest odosobnione, jednak chciałybyśmy poznać Waszą opinię na ten temat?

 

Dodaj komentarz